Uwielbiam zieleń, najpiękniejsza jest ta naturalna, wiosną, tuż po ożywczym deszczu, ale to za mało. Wszystko jest u mnie zielone: książki, drobiazgi, przedmioty których używam na co dzień a w mieszkaniu mam zielone ściany. W zasadzie nie całe są w zieleni, bo pomalowałam je na biało, biel jest zdecydowanie najbardziej uniwersalnym kolorem. Po malowaniu jednak postanowiłam sięgnąć po zieleń i sięgnęłam po zielone naścienne naklejki. Jeszcze do niedawna nie wiedziałam, że coś takiego istnieje. Ale jak się okazało naklejki na ściany cieszą się coraz większą popularnością, mimo iż nie idę z prądem i nie jestem ślepym naśladowcą trendów i mód naklejki postanowiłam wykorzystać z tego względu, że są doskonałym wnętrzarskim gadżetem.
Okleiłam więc ściany stosując antyczny zielony wzorek, w głowie łóżka w sypialni zrezygnowałam z drobiazgów i sięgnęłam po naklejki stylizowane na pejzaże. Poszłam jeszcze dalej: na szybce w drzwiach do łazienki nakleiłam witraże, a część szafek kuchennych również odnowiłam naklejkami. Te ostatnie naklejki są prawdziwym błogosławieństwem. Nakleja się je łatwo, wystarczą jedynie jako takie zdolności manualne i sporo cierpliwości. W zasadzie uporałam się z nimi szybciej niż z malowaniem i mocowaniem naklejek na ścianach.
Takie dodatki polecam każdemu. Wystarczy niewielki akcent, no może dwa trzy akcenty i wnętrze zmienia się nie do poznania. Oczywiście pod warunkiem że na starcie nie jest zbyt zagracone, bo w natłoku innych przedmiotów naklejki, nawet te ogromne, zginą i staną się niewidoczne. To murowane.
Brak podobnych postów.
