Gminny Urząd Pracy był instytucją bardzo smutną. Tylko wyjątkowo zdesperowani, a przy tym naiwni, liczyli po cichu, że znajdą tu jakąś pracę. Były to płonne nadzieje. Lepiej już było skrzyknąć się w kilka osób i podjąć prac sezonowych na okolicznych polach i łąkach. Tak też zrobili. Z resztek oszczędności zakupili trochę używanego sprzętu i najmowali się do prac.
Nowa kosiarka sprawdzała się bardzo dobrze, a trzy traktorki z przyczepionymi z tyłu przyczepami zwoziły skoszoną trawę z łąki. W tym tempie mieli szanse skończyć całą pracę do jutra. Ludzie z zapałem ładowali trawę na przyczepy. Być może przydałaby się jeszcze jedna kosiarka, ale i tak praca szła nieźle. Trzeba przyznać, że siedmioosobowy zespół zgrał się perfekcyjnie. On sam kosił trawę, trzech pracowników obsługiwało traktorki, a pozostałych trzech ładowało trawę. Nie takie tereny mogliby obrobić w kilka dni.
Koszenie łąk, był pracą bardzo przyjemną i w zasadzie lekką, dla ludzi, którzy przywykli do o wiele cięższych prac w polu i na budowie. Ich wydatki miały się szybko zwrócić. Będzie też można utrzymać rodziny. Gorzej będzie w zimie, ale może też uda się coś wymyślić, by przetrwać do następnego sezonu.
Brak podobnych postów.

(1 głosów, średnio 4 na 5)