Rozpad związku

Jechali w milczeniu. Rozmowy od dawna im się kleiły, więc ich unikali. Zbyt często kończyły się kłótniami. Nagle samochód stanął i nie można było zapalić silnika. Coś się popsuło. Żona spojrzała na niego z wyrzutem. W jej wzroku zawarte było nieme oskarżenie. Obwiniała go ostatnio o wszystko. Nawet o wypadki losowe.

Wysiadł rozzłoszczony z samochodu. Uznał, że na tyle zna się na rzeczy, iż pomoc drogowa nie będzie mu potrzebna. Otworzył maskę i zajrzał do wnętrza. Męczył się z tym ponad godzinę, a samochód ciągle był zepsuty. Mimo jego wysokiego mniemania na temat własnych umiejętności technicznych, pojazdu nie udawało się naprawić. Gdy minęły kolejne kwadranse, żona ostentacyjnie wysiadła z samochodu i ruszyła bez słowa w kierunku przystanku autobusowego. Popatrzał na nią i wreszcie uznał, że jednak pomoc drogowa oraz laweta będzie nieodzowna. Zaczął szukać telefonu.

Jego małżeństwo rozpadało się od kilku miesięcy. Teraz ta niewielka awaria mogła stać się przysłowiowym gwoździem do trumny ich związku. Zdawał sobie z tego sprawę, lecz jednocześnie czuł pewien bezwład, który nie pozwalał mu niczego zrobić ani wyjaśnić. Może tak już musiało być? Może to po prostu koniec?

1 gwiazdka2 gwiazdki3 gwiazdki4 gwiazdki5 gwiazdek (1 głosów, średnio 4,00 na 5)

Ten wpis został opublikowany w czwartek, Wrzesień 10th, 2009 o 21:18 w kategorii Bez kategorii.


mariza